Kirgistan: Dach Azji Środkowej (wyprawa rodzinna)

O tej podróży

Kirgistan to jedno z tych miejsc, które trudno opowiedzieć komuś, kto nigdy nie stał pośrodku górskiej doliny, patrząc na konie pasące się przy jurtach i jezioro tak spokojne, jakby świat zapomniał się spieszyć. A kiedy jedzie się tam z dziećmi, ta magia działa jeszcze mocniej - bo nagle zwykły przejazd przez dolinę staje się wyprawą odkrywców, jurta jest lepsza niż niejeden hotel, a konie, owce i góry robią większe wrażenie niż ekran telefonu.

To nie będzie zwykły wyjazd. To będzie rodzinna wyprawa przez serce Azji Centralnej - przez bezkresne stepy, wysokie przełęcze, doliny ukryte między górami i miejsca, do których nie trafia się przypadkiem. Zaczniemy od Biszkeku, ale prawdziwa podróż zacznie się dopiero wtedy, gdy za nami zostanie miasto, a przed nami pojawi się Issyk-Kul - ogromne jezioro otoczone górami, przy którym człowiek zaczyna rozumieć, że skala w Kirgistanie działa trochę inaczej.

Na dzieci czeka tu naprawdę dużo atrakcji, tylko nie w wersji plastikowego parku rozrywki. Będą kąpiele i plaże nad Issyk-Kul, kolorowe formacje Kanionu Skazka, wodospady w okolicach Barskoon, konie przy jurtach, spacery po dolinach, ogniska, lokalne jedzenie, noclegi w miejscach, gdzie za oknem zamiast parkingu są góry i stada zwierząt. Będzie też sporo przestrzeni do biegania, odkrywania, zadawania miliona pytań i sprawdzania, czy jurta naprawdę jest tak fajna, jak wygląda na zdjęciach.

Pojedziemy przez Tamgę, przez południową stronę Issyk-Kul, dalej w kierunku Son-Kul - jeziora położonego wysoko w górach, gdzie nocuje się w jurtach, pije gorącą herbatę i bardzo szybko zapomina, która jest godzina. Zostaniemy tam spokojniej, bez pośpiechu, bez planu „zaliczenia atrakcji”, bez nerwowego patrzenia na zegarek. Po prostu po to, żeby pobyć. Popatrzeć. Pooddychać. Dzieci będą mogły zobaczyć, jak wygląda życie pasterzy, konie z bliska, jurty od środka i świat, w którym najważniejsze rzeczy dzieją się powoli.

Potem ruszymy dalej - przez Naryn, w stronę Kel-Suu. To jedno z tych miejsc, które wyglądają tak, jakby ktoś trochę przesadził z wyobraźnią przy projektowaniu krajobrazu. Turkusowe jezioro zamknięte między surowymi ścianami gór, wysoko, daleko, poza oczywistym światem. Nie jest to miejsce, do którego po prostu się podjeżdża. Trzeba się trochę postarać. I właśnie dlatego zostaje w głowie na długo - także dzieciom, które po takiej wyprawie zaczynają rozumieć, że najpiękniejsze miejsca rzadko stoją przy głównej drodze.

Na trasie będzie też Tash Rabat - dawny karawanseraj ukryty w górskiej dolinie, ślad po czasach, kiedy podróż naprawdę oznaczała podróż. To świetne miejsce, żeby opowiedzieć dzieciom o dawnych kupcach, karawanach, Jedwabnym Szlaku i o tym, że kiedyś „daleko” naprawdę znaczyło daleko. A później wrócimy przez dolinę Małego Narynia w stronę Karakol, czyli przez jedną z tych tras, przy których człowiek co chwilę mówi „zatrzymaj się na zdjęcie”, a po dziesiątym postoju wszyscy udają, że to już naprawdę ostatni raz.

Tę drogę znamy bardzo dobrze. Jechaliśmy tamtędy wiele razy, w różnych warunkach, różnymi wariantami i z różnym poziomem przekonania, że „to na pewno skrót”. Tym bardziej jesteśmy ciekawi, co zmieniło się na miejscu. Które drogi są lepsze, które nadal tylko udają drogi, gdzie pojawiły się nowe jurty, a gdzie czas nadal płynie tak samo wolno jak kiedyś.

To wyprawa dla rodzin, które wolą prawdziwą przestrzeń od hotelowego basenu, rozmowę przy herbacie od resortowej kolacji i przygodę od idealnie wygładzonego programu. Będzie pięknie, wysoko, czasem surowo, czasem zabawnie, czasem pewnie trochę niewygodnie - ale właśnie tak wygląda Kirgistan, który zostaje pod skórą.

Dzieci wrócą z tej podróży nie tylko ze zdjęciami, ale z historiami: o koniach przy jurtach, o jeziorach wysoko w górach, o drogach, które czasem trzeba było trochę namówić do współpracy, i o kraju, w którym przygoda zaczyna się bardzo szybko po wyjechaniu z miasta.

To jest podróż, po której nie mówi się tylko „byłem w Kirgistanie”.

Mówi się: „muszę tam wrócić”.

Najważniejsze momenty

  • Przełęcz Tosor (3893 m n.p.m.) - jeden z najbardziej widowiskowych odcinków
  • Jezioro Issyk-Kul - drugie co do wielkości jezioro górskie na świecie
  • Kanion Skazka - bajkowe czerwone formacje skalne
  • Karawansaraj Tash Rabat z XV wieku - stacja na Jedwabnym Szlaku
  • SongKol - jurty nomadów nad górskim jeziorem
  • Kel Suu - jezioro którego nie ma

Co zawiera oferta

  • wynajem przygotowanej, sprawdzonej i bezpiecznej terenówki
  • wszystkie noclegi - zarówno w hotelach i jurtach
  • najwyższe dostępne ubezpieczenie dla auta
  • przejażdżka konna nad SongKul
  • przygotowanie wyprawy
  • wszystkie wejścia do parków
  • opieka mechanika na całej trasie
  • autorski i bogaty program wyjazdu
  • koszulki, naklejki, gadżety
  • mnóstwo przygód i dobrej zabawy

Plan podróży dzień po dniu

Dzień 1

Wylot z Polski

Pakujesz ostatnie rzeczy, sprawdzasz dokumenty po raz trzeci i ruszasz na lotnisko. Wyprawa zaczyna się jeszcze przed pierwszym krokiem na kirgiskiej ziemi.

Dzień 1

Biszkek, czyli spokojny start przygody

Przylecimy do Biszkeku, odbierzemy auta, ogarniemy pierwsze zakupy, karty SIM i wszystkie wyprawowe drobiazgi, bez których człowiek niby może jechać, ale potem bardzo żałuje. Będzie czas na pierwszy spacer, pierwsze kirgiskie jedzenie i spokojne wejście w klimat Azji Centralnej. Tego dnia jeszcze nie będziemy udawać bohaterów off-roadu - najpierw odpoczniemy po podróży.

Dzień 2

Z Biszkeku nad Issyk-Kul

Ruszamy w stronę wielkiego jeziora Issyk-Kul. Po drodze zobaczymy wieżę Burana, czyli trochę historii, trochę schodów i dużo przestrzeni do biegania. Potem pojedziemy przez przełom Boom nad południowy brzeg Issyk-Kul. Dzieci zobaczą pierwsze góry, pierwsze konie i pierwsze jezioro tak duże, że spokojnie może udawać morze. Noc spędzimy w Tamdze.

Dzień 3

Kaniony, wodospady i bajkowe krajobrazy

Zostajemy w okolicach Tamgi i pokazujemy dzieciom miejsca, które wyglądają tak, jakby ktoś projektował je specjalnie pod wyprawę rodzinną. Idziemy do Kanionu Skazka, czyli Bajkowego Kanionu, gdzie skały przypominają zamki, smoki, statki kosmiczne i wszystko inne, co dzieci uznają akurat za bardziej prawdopodobne. Zobaczymy też okolice Barskoon i wodospady. Będzie trochę chodzenia, trochę zdjęć i trochę zachwytów w stylu: serio, to jest naturalne?

Dzień 4

W stronę Son-Kul

Ruszamy w góry, w stronę jeziora Son-Kul. To będzie jeden z tych dni, kiedy sama droga jest atrakcją. Będziemy jechać przez doliny, przełęcze i krajobrazy, przy których człowiek zaczyna mówić coraz mniej, bo widoki robią swoje. W zależności od warunków pojedziemy bardziej wyprawowym wariantem przez Tosor i Arabiel albo spokojniejszą trasą przez Kochkor. Na końcu czekają na nas jurty nad Son-Kul, konie, przestrzeń i nocleg w miejscu, gdzie hotelowy korytarz zastępuje widok na góry.

Dzień 5

Son-Kul, czyli wielkie nicnierobienie

Ten dzień zostawiamy na Son-Kul bez większego planu. I to jest bardzo dobry plan. Będziemy spacerować, patrzeć na jezioro, pić herbatę, oglądać konie, poznawać życie przy jurtach i robić to, czego w mieście zwykle nie da się zrobić - po prostu pobyć. Dzieci będą miały przestrzeń do biegania, odkrywania i zadawania pytań, na które dorośli będą odpowiadać z coraz większą pewnością, nawet jeśli nie zawsze będą znać odpowiedź.

Dzień 6

Son-Kul - Naryn

Żegnamy Son-Kul i zjeżdżamy do Narynia. To będzie spokojniejszy dzień po górskich noclegach - z normalnym łóżkiem, prysznicem, tankowaniem i uzupełnieniem zapasów. Dzieci odpoczną od jurt, dorośli od udawania, że nie tęsknili za ciepłą wodą. Wieczorem przygotujemy się do kolejnego wysokogórskiego etapu - Kel-Suu.

Dzień 7

W stronę Kel-Suu

Jedziemy w kierunku obozu jurtowego pod Kel-Suu. To będzie dzień szerokich dolin, pustych przestrzeni i krajobrazów, które wyglądają trochę jak koniec świata, tylko ładniejszy. Po drodze zobaczymy góry, stada zwierząt i miejsca, gdzie człowiek bardzo wyraźnie czuje, że cywilizacja została gdzieś za plecami. Wieczorem nocujemy w jurtach, a dzieci pewnie już uznają, że jurta to całkiem sensowny wynalazek.

Dzień 8

Kel-Suu i Tash Rabat

Rano idziemy albo jedziemy konno w stronę jeziora Kel-Suu. To jedno z najbardziej spektakularnych miejsc na trasie - turkusowa woda, wysokie ściany gór i uczucie, że dotarło się gdzieś naprawdę daleko. To nie będzie punkt typu wysiadamy z auta, robimy zdjęcie i wracamy. Trzeba się trochę postarać, ale właśnie dlatego dzieci zapamiętają to miejsce na długo. Później ruszamy w stronę Tash Rabat.

Dzień 9

Tash Rabat i dolina Małego Narynia

Zobaczymy Tash Rabat - dawny karawanseraj ukryty w górskiej dolinie. To świetne miejsce, żeby opowiedzieć dzieciom o karawanach, kupcach, Jedwabnym Szlaku i czasach, kiedy podróż naprawdę była podróżą, a nie tylko kliknięciem nawiguj. Potem pojedziemy przez Naryn w stronę doliny Małego Narynia. Będą widoki, postoje, piknik i pewnie kilka pytań o to, czy ta droga na pewno prowadzi tam, gdzie trzeba.

Dzień 10

Dolina Małego Narynia - Karakol

Wracamy przez jedną z piękniejszych tras wyprawy. Dolina Małego Narynia to góry, rzeka, przestrzeń i taki rodzaj drogi, przy której co chwilę ktoś mówi: zatrzymajmy się jeszcze na jedno zdjęcie. Dzieci będą miały swoje małe przygody po drodze - kamienie, rzeki, zwierzęta, postoje i pikniki. Wieczorem dojedziemy do Karakol, gdzie wrócimy na chwilę do świata hoteli i normalnych łóżek.

Dzień 11

Karakol, północny Issyk-Kul i powrót do Biszkeku

Rano zwiedzamy Karakol - meczet Dunganów, drewnianą cerkiew, lokalny bazar, a jeśli się uda, także targ zwierząt, który dla dzieci może okazać się większą atrakcją niż niejeden park rozrywki. Potem jedziemy północną stroną Issyk-Kul z powrotem do Biszkeku. Będą ostatnie widoki na jezioro, ostatnie postoje i ten moment, kiedy wszyscy niby są zmęczeni, ale nikt nie chce jeszcze kończyć wyprawy.

Dzień 12

Wylot do Polski

Ostatnie kirgiskie śniadanie, ostatnie spojrzenie na góry w oddali i droga na lotnisko. Wracasz do Polski z głową pełną widoków, telefonem pełnym zdjęć i poczuciem, że właśnie przeżyłeś coś, o czym dzieci będą opowiadać w szkole przez najbliższy rok.

Często zadawane pytania

Polacy mogą wjechać do Kirgistanu bez wizy na pobyt do 30 dni - to jedna z przyjemniejszych niespodzianek tej wyprawy. Na granicy dostajesz stempel i jedziesz dalej. Warto mieć przy sobie ubezpieczenie oraz dokumenty pojazdu w porządku, bo służby graniczne lubią dokładnie przeglądać papiery. Przy wjeździe własnym autem przyda się Carnet de Passages lub inne potwierdzenie tymczasowego importu pojazdu.

Kirgistan to raj dla ludzi, którym asfalt kojarzy się z nudą. Przełęcze takie jak Tosor czy Ak-Baital na Pamirskim Trakcie sięgają ponad 4600 m n.p.m. i są dostępne tylko dla samochodów z napędem 4x4 i wysokim prześwitem. Rwące rzeki do przejechania w bród, osypujące się zbocza, błotniste doliny po deszczu - to chleb powszedni tej wyprawy. Bez solidnego auta i doświadczenia za kierownicą część tras jest po prostu zamknięta dla zwykłych turystów.

Zapomnij o hotelach w zachodnim stylu - i dobrze, bo to nie o to tu chodzi. Noclegi w jurcie u nomadów to standard i jeden z największych atutów tej wyprawy. Kirgiskie rodziny przyjmują gości z otwartymi ramionami, karmią szurpą i kumysem, a wieczorami opowiadają o życiu w górach. W większych miejscowościach jak Osz czy Karakol znajdziesz guesthousy, ale prawdziwy klimat Kirgistanu odkryjesz dopiero rozbijając namiot nad jeziorem Song-Köl przy -5°C i niebie pełnym gwiazd.

Może Cię zainteresować

Podobne podróże