Paralaksa tła

Nasze przygody z Policją, czyli łap zająca i jedź

Jak wiecie, w zeszłym roku w podróży po krajach Azji Centralnej byliśmy ponad 120 dni. W tym czasie kilkukrotnie byliśmy zatrzymywani przez lokalna władzę. Czasem były to miłe spotkania - jak w Kazachstanie, gdzie funkcjonariusze w niebieskich mundurach zatrzymali nas tylko dlatego, że chcieli sobie z nami (a zwłaszcza z dziewczynami jadącymi z nami) zrobić zdjęcie, innym razem - również w Kazachstanie - jedna z uczestniczek zapłaciła najgłupszy mandat ever. Ale od początku...

Pierwszy mandat zapłaciliśmy w Gruzji ... i był to taki prawdziwy mandat, z wydrukiem z drukarki i poleceniem - "zapłać go w ciągu 30 dni w banku lub w terminalu". Kwota 50 GEL za brak zapiętych pasów. Prowadziłem wtedy Defa i biorąc przykład z Krzyśka (który ma chyba więcej szczęścia) nie zapiąłem pasów. Policja jechała z naprzeciwka i zawróciła. Tu jest miejsce na wskazówkę - jeśli dostaniecie mandat w Gruzji, to zapłaćcie go w ciągu tych 30 dni :) w przeciwnym razie zapłacicie 2x więcej :)

Drugi mandat zapłacił Rafał, również w Gruzji, za... brak zapiętych pasów :D a mówiłem i ostrzegałem...

Kolejne spotkanie z Policją mieliśmy już w Rosji, w drodze z Biesłanu do Groznego... "Panowie władza" zatrzymała nas bez powodu i już po pierwszym pytaniu wiedziałem o co chodzi... Czy masz gaśnicę? - spytał policjant. Tak, odpowiedziałem. Pokaż - padła komenda... Później było jeszcze pytanie o apteczkę i trójkąt. Kiedy pokazałem wszystko o co zapytał. Zostałem następnie poproszony o paszport i pokazanie karteczki migracyjnej. Pech chciał, że nie mieliśmy jej wypełnionej prawidłowo! Mimo, że urzędnik na gruzińsko - rosyjskim przejściu granicznym wszystko dokładnie sprawdził i podstemplował. Brak wpisanego kraju, do którego jedziemy kosztował nas wszystkich 300$ "opłaty administracyjnej". Dodam, że negocjacje rozpoczęły się od 300$ ale na głowę... To nie było miłe spotkanie.

Kolejne zatrzymanie było miłe - panom policjantom spodobały się nasze samochody, wróć - nasze dziewczyny i koniecznie chcieli sobie z nimi zrobić zdjęcie :) Jak pomyśleli tak zrobili. Zatrzymali nas, chwilę się pośmialiśmy, zrobiliśmy zdjęcia i pojechaliśmy dalej.

Następne spotkanie bliskiego stopnia z władzą mieliśmy na granicy uzbecko - tadżyckiej i to było bardzo miłe spotkanie. Obyło się bez "opłat dodatkowych", zostaliśmy ugoszczeni przez pograniczników, uczyliśmy się języka tadżyckiego, a Marzenka miała okazję prowadzić merca naczelnika przejścia :) Zostaliśmy puszczeni wolno zaraz po tym jak na "3" zdaliśmy egzamin z języka tadżyckiego i ... otrzymaliśmy wizy :)

Za to Kirgistan... mój ulubiony :) Pamiętacie jak kilkanaście lat temu w Polsce, Policja stała na każdym ograniczeniu do "50" km/h, a sprawę załatwiało się za przysłowiowego Kazimierza? No ewentualnie "Jagiełłę" jeśli wykroczenie było duże. Tak samo jest teraz w Kirgistanie - Policja na każdym ograniczeniu i wystarczy się na chwile zagapić, żeby zapłacić. Zwykle negocjacje rozpoczynają się od astronomicznej jak na tamte warunki sumy 15000 - 20000 somów, a kończą na około 1000, jeśli wykroczenie jest niewielkie. Warto dodać, że jadąc kolumną płaci tylko pierwszy przekraczający prędkość :) więc mandatem można się zwykle podzielić.

Sposobów negocjacji jest przynajmniej kilka. Najpopularniejszym jest metoda "na długopis" - policja podaje swoją propozycję pisząc kwotę na kartce, a "obdarowany" ją skreśla i podaje swoją - zwykle 10x mniejszą. Drugim sposobem jest metoda "na znajomego" - czy Ty wiesz, że moim znajomym jest ... [tu wstawić nazwisko kogoś lokalnie znanego] i jestem jego gościem? Czasami działa :D

W Kirgistanie zapłaciłem też najniższy mandat - za czerwone światło - choć jak to zwykle bywa - w moim odczuciu było jeszcze żółte :) Początkowo ta przyjemność została wyceniona na 2000 som (25$), ostatecznie po negocjacjach wysokość "kieszonkowego" została ustalona na 200 som... - jakieś 2.5$. Ta kwota wynika z tego, że negocjował ją Eryk, nasz dobry kirgiski znajomy. Tamtejsi policjanci znają również sposób na pouczenie - zostałem pouczony o tym, że na skręcie w prawo należy przepuścić pieszych na przejściu (których tam nie było) :) Zostałem puszczony wolno zaraz po tym jak powiedziałem, że właśnie rano wjechaliśmy do Kirgistanu i podziwiamy ich piękny kraj.

W Kirgizji również byliśmy świadkami różnic międzypokoleniowych - nasi najmłodsi (24 letni) uczestnicy (POZDRAWIAMY) nie wiedzieli co to znaczy "złap zająca i za nim jedź" :)

Z najbardziej wrednym zachowaniem policji spotkaliśmy się w Kazachstanie, już podczas drogi powrotnej... gdzie jedna z pasażerek otrzymała propozycje nie do odrzucenia - 150.000 (400$) tenge za... zanieczyszczanie środowiska. Dodam tylko, że do lokalnej toalety nie dało rady wejść i działo się to o godzinie 24... Początkowo myśleliśmy, że to zwykła "szutka", żart, zresztą całkiem niezły. Sytuacja przestała być zabawna, kiedy wyciągnęli telefon i chcieli pokazać nam nagranie. Finalnie popularny "sik" poza miejscem do tego wyznaczonym kosztował 60$. Kasę dostali dopiero wtedy, kiedy zagrozili, że zabiorą "podejrzaną" na 24h na dołek, a to już naprawdę przestało być śmieszne.

Ostatnie pozdrowienia od wymiaru sprawiedliwości złapały nas już w Polsce i przyszły pocztą - 40E za przekroczenie prędkości na Łotwie :/

Zawsze jak płaciliśmy "opłatę dodatkową" zadawaliśmy sobie pytanie - czy nie płacimy za dużo? Odpowiedź była jedna - tak, płacimy za dużo, ale za to zyskujemy czas. W wielu przypadkach mamy świadomość tego, że mogliśmy starać się "zmęczyć przeciwnika", stać, rozglądać się, znudzić policję. Ale kosztem tego, że mniej zobaczymy.

Jeśli więc chcecie przypomnieć sobie, poczuć klimat naszej dawnej Polski - "łapówkarskiej" lub po prostu poćwiczyć sztukę negocjacji to tylko w tych krajach jest to jeszcze możliwe :D