Paralaksa tła

Co popsuło się / popsuliśmy w naszych Land Rover’ach? cz. 3, ostatnia

I przyszła kolej na ostatnie z naszych aut - "Autobus" Krzysztofa, czyli Defendera 150 ;) tak, tak, 150 - to autorska wersja 130, z jeszcze dłuższym tyłem. Stan rywalizacji 8-5, czyli do tej pory zebraliśmy więcej punktów ujemnych niż Anglicy.

Swoim Defem Krzysztof objeździł obie Ameryki, auto było sprawdzone i pewne. Przed wyjazdem zmieniliśmy tylko silnik - na "nową" TD5 (z przebiegiem 100.000km). Poprzedni silnik przejechał ponad 380.000 km i choć nie wymagał jeszcze remontu, to przed tak długa trasą zdecydowaliśmy się go wymienić. Zmienione zostały jeszcze amortyzatory na Big Bore - swoją drogą, przy tak ciężkim aucie - sprawdziły się w 100%. Poza tym - wszystko pojechało w takim samym stanie, jak wróciło z Ameryki.

Do rzeczy z Defenderem mieliśmy 3 przygody, poza rzeczami oczywistymi - np. takimi, że jadąc Defem, aby sprawdzić warunki atmosferyczne nie trzeba wysiadać z samochodu ;)
1. awaria usuniętego przed wyjazdem (jednak nie do końca) immobilizera :) - przez całą drogę powrotną, od Taszkentu do Polski Defender odpalał na kable :) - punkt ujemny dla Anglików - za zamontowanie immobilizera w aucie wyprawowym. Niech mają! Stan meczu 8-6! Musimy się "postarać", żeby jednak nas wyprzedzili...
2. opony, opony, opony... - Defender złapał 3 "kapcie", w dyskotekach przebiliśmy oponę tylko raz, ale za to baaaaaardzo spektakularnie, punktów nie przyznaję - bo to ani nasza, ani Brytyjczyków wina,
3. hamulce, a raczej uszczelki tłoczków hamulcowych - przed wyjazdem podejrzewaliśmy, że będą do wymiany, zestaw naprawczy zabraliśmy ze sobą, robiony przez skośnych majfriendów, po wymianie gumek nad SongKol okazało się, że... hamulce nadal ciekną, a winne okazały się zbyt małe gumki... Po wymianie na oryginał - problem zniknął. Cóż - chyba minus dla nas, skąpstwo nie popłaca. 9-5.

Game Over.

Przegraliśmy walkę z fabryką :( Po raz kolejny okazało się prawdą stwierdzenie - jak dbasz tak masz. Za każdym razem, kiedy mieliśmy choć cień podejrzenia, że coś się może zepsuć - to się psuło. Część błędów wynikała również z naszej niewiedzy, frycowe trzeba zapłacić.

W tym miejscu chciałbym serdecznie podziękować Nord Land Garage i Marcinowi "Zajc" Witowi z Gdańska. Gdyby nie oni, to nasza zeszłoroczna wyprawa nie doszłaby do skutku. Chłopaki ogarnęli nasze auta przed wyjazdem i to dzięki nim mieliśmy tak mało awarii. Jeśli jest kłopot z LR - to można do nich śmiało uderzać.

Podziękowanie należy się również Robertowi i Ryśkowi, którzy przy okazji własnych wyjazdów, podrzucili nam niektóre części. Po raz kolejny sprawdziło się powiedzenie od którego zacząłem te opowieści... "kupując Land Rovera, zyskujesz wielu, wielu przyjaciół".

Nie sposób nie podziękować również landstore.pl, który zaopatrzył nas w apteczkę na wyjazd, i który każde nasze zamówienie wysyła bez zmrużenia oka, nie ważne jak dziwne by nie było.

Tomek